Święto wody, czyli zostawmy w spokoju krany...

Artykuł w PDF » kliknij, aby pobrać

Dobrze wiemy, że na świecie przybywa ludzi i konsumpcyjny styl życia staje się coraz bardziej powszechny w krajach takich jak milardowe Chiny czy Indie. Wiemy też, że zasoby wody pitnej są ograniczone. Technologia odsalania wody morskiej jest bardzo kosztowna i mało efektywna, więc nie mamy wyjścia: rozsądne gospodarowanie wodą staje się powoli naszym „być albo nie być”. Jak podaje FAO, agenda ONZ odpowiedzialna za żywność i rolnictwo, przeciętny człowiek wypija od 2 do 4 litrów wody dziennie, lecz wyprodukowanie dziennej dawki żywności na potrzeby jednej osoby pochłania od 2000 do 5000 litrów. Otrzymanie 1 kilograma pszenicy wymaga 1500 litrów wody, a kilograma mięsa wołowego 10 razy więcej. Dlatego, aby starczyło wody dla obecnych 7 miliardów ludzi i spodziewanych w 2050 roku 9 miliardów, FAO  (Food and Agriculture Organization of the United Nations – Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Żywienia i Rolnictwa) zaleca przede wszystkim oszczędność wody w produkcji rolnej i ograniczenie produkcji mięsa.

Każdy gest jest ważny i dobrze zachować uważność, by nie zasnąć pod obfitym strumieniem lejącym się z prysznica, ale podkreślmy: nasza bezpośrednia konsumpcja wody to sprawa drugorzędna w porównaniu z konsumpcją pośrednią, czyli zużyciem tej wody, której nie widzimy. 

 

To dobry moment, by przyjrzeć się naszemu niewidzialnemu śladowi wodnemu*. Jedno piwo to 300 litrów wody, litr mleka to 1000 litrów wody, kilogram bawełny, z której powstały nasze dżinsy, to 10 tys. litrów wody. Gdy zaczniemy śledzić wodę w naszych ubraniach, w plastiku, którego używamy, nagle okaże się, że zmywanie naczyń i prysznice to jedynie symboliczna łyżka surówki na talerzu, na którym leży sterta ziemniaków, gruby kotlet schabowy, żeberka i jeszcze kawałek golonki. Program walki z marnotrawstwem wody za pomocą przykręcania sobie kranu przypominałby kurację odchudzającą, w ramach której z wspomnianego talerza chcielibyśmy pozbyć się jedynie surówki.

Gdy myślimy o wodzie, możemy skierować uwagę ku całej „niebieskiej planecie” zamieszkałej przez ludzi, którzy w 80% składają się z wody. Wiemy dobrze, że te widoczne z kosmosu niebieskie plamy na globie to w 97% słona woda, a i z tych pozostałych 3% wody słodkiej jedynie 1% jest dostępny ludziom, gdyż resztę m.in. skrywają lodowce. Woda to też polityka, czyli decyzje, komu prawo do niej należy się w pierwszej kolejności.

Za sprawą wieloletniej walki ruchów społecznych Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło 28 lipca 2010, że dostęp do wody i godnych warunków sanitarnych jest prawem człowieka, jednak wciąż około 1,2 miliarda ludzi na świecie nie ma dostępu do czystej wody.

 

Na świecie toczą się setki konfliktów o zasoby wody – tak zbrojne, jak i pokojowe protesty oraz wojny gospodarcze. Z ograniczonymi zasobami wody wiąże się geneza ludobójstwa w Rwandzie i wojna w Darfurze. Izrael kontrolujący zasoby wody ogranicza do niej dostęp mieszkańcom Palestyny. Maude Barlow, założycielka Food and Water Watch, prognozuje, że większość konfliktów XXI wieku będzie dotyczyła walki o wodę. Tam, gdzie ilość wody pitnej jest ograniczona, powstają fabryki napojów gazowanych - jak w Indiach, czy pola golfowe – jak na południu Hiszpanii. W Polsce, jak i w wielu krajach świata, brakuje efektywnych norm prawnych i instytucji strzegących pierwszeństwa mieszkańców w dostępie do wody pitnej przed użyciem przemysłowym.

Od pragnienia do głodu droga jest bardzo krótka – bez wody nic nie rośnie, bez wody nic nie ugotujemy. Zła jakość wody i jej braki to główne przyczyny głodu i niedożywienia. Jak podaje FAO, susze w ubiegłym stuleciu przyniosły więcej ofiar śmiertelnych niż wszystkie inne kataklizmy, szczególnie w Afryce i Azji. ONZ zakłada, że w 2050 roku liczba ludzi na świecie z obecnych 7 miliardów wzrośnie do 9 miliardów. By wykarmić nas wszystkich, potrzeba będzie 70% więcej żywności niż dziś, a w krajach Południa aż dwukrotnie więcej (za FAO). Przy utrzymaniu obecnych trendów, będzie wzrastało spożycie mięsa (z około 40 kg obecnie w skali roku na osobę do 52 kg w 2050 roku), co spowoduje, że coraz większa część upraw będzie przeznaczana na wyżywienie bydła czy świń. Według wyliczeń FAO, nowe krowy i świnie, mające stanowić bazę sajgonek i hamburgerów 2050 roku, będą potrzebowały 80% dotychczasowej produkcji kukurydzy na użytek ludzi i zwierząt. Światowa produkcja soi do 2050 roku musi wzrosnąć o 140%, by wyżywić rosnące grono nieszczęśliwych istot, pewnie przeczuwających, że ich przeznaczeniem jest bycie kotletem. Koncerny agrochemiczne już zacierają ręce - łatwiej będzie lansować potrzebę inwestowania w poszukiwania rozmiarowo większych i szybciej rosnących, genetycznie modyfikowanych roślin i chroniących je środków. To z kolei może wprowadzać więcej zakłóceń w funkcjonowanie ekosystemów, których nawet teraz możemy nie być w stanie przewidzieć. Już w tej chwili stosunkowo skromna ilość upraw GMO w Europie spowodowała zatrucia pszczół - jednej zimy w 2007 roku wyginęło ich w licznych krajach zachodu od 20 do 60%. 

W tym roku ONZ podkreśla przy okazji Święta Wody znaczenie wody dla bezpieczeństwa żywnościowego.

 

Kilkaset milionów mieszkańców miast nie ma dostępu do wody. Jak podaje PAH, na ulegających przyśpieszonej urbanizacji obszarach miejskiej biedy, rozbudowa infrastruktury koniecznej do zaopatrzenia ludności w wodę pitną i techniczną nie nadąża za potrzebami. W państwach dotkniętych niedostatkiem wody jest ona często przedmiotem spekulacji, a w niektórych metropoliach ceny wody u prywatnych dostawców są ponad sto razy wyższe od oficjalnych, przykładowo w stolicy Indii Delhi cena ta jest zawyżona nawet 489 razy.

Pamiętajmy też, że problemy z wodą nie omijają Polski. Pojawiły się niedawno susze na Podhalu, spowodowane głównie przeznaczaniem ograniczonych zasobów wody na potrzeby sztucznego naśnieżania stoków. Zasoby wody pitnej na 1 mieszkańca w Polsce wynoszą jedynie 36% europejskiej średniej i są mniej więcej takie jak w Egipcie. Tym bardziej należałoby dbać o tę wodę i chronić ją przed zatruciem. Tymczasem rząd intensywnie lansuje wydobycie gazu łupkowego za pomocą zatruwającego wodę szczelinowania hydraulicznego. By wydobyć ten gaz z głębokości nieraz 2,5 km pod ziemią, koncerny używają mieszanki chemikaliów Receptura mieszanki jest ściśle strzeżoną tajemnicą koncernów, lecz z dotychczasowych badań wynika, że zawiera substancje toksyczne, m.in. benzen. Substancje te wracają do naszych wód w formie ścieku, tzw. spłuczki.

Także odchody zwierząt z wielkich ferm przemysłowych w naszym kraju są ogromnym zagrożeniem dla ujęć wody pitnej, dla rzek, jezior i Bałtyku. Jak podaje badający sprawę Marek Kryda z Instytutu Spraw Obywatelskich, z fermy o obsadzie 25 tys. świń wydziela się w ciągu godziny ok. 10 kg amoniaku, co powoduje wzrost jego stężenia na obszarze 600 km2. Jakie to ma znaczenie dla nas? Biologicznemu życiu Bałtyku zagrażają gwałtownie rozwijające się glony, prze które zwiększa się obecność toksycznego siarkowodoru w wodzie. W rezultacie na dnie morza zaczyna brakować tlenu, co dla żyjących tam zwierząt oznacza wyrok śmierci, a dla miast wybrzeża miliardowe straty w turystyce, wodolecznictwie i rybołówstwie.

Woda jest niezwykle ważnym i inspirującym tematem, związanym z kulturą, polityką, żywnością czy ekonomią, tematem codziennym i równocześnie globalnym. Raporty Food and Water Watch nie pozostawiają wątpliwości: woda sprzedawana w butelkach wcale nie jest lepszej jakości niż woda z kranu, a nawet często woda z butelek pochodzi wprost z kranu. Tysiąc razy droższa niż kranówka, woda butelkowana odpowiada za góry zbędnego plastiku i problemy środowiskowe.

Czytając o ogromie problemów związanych z wodą, możemy poczuć się zwyczajnie bezradni. Ale możemy też dzielić się z innymi naszą wiedzą i świadomością oraz dawać przykład swoim życiem. Mahatma Gandhi, który będąc przywódcą politycznym do kąpieli używał jednej miski wody, mawiał: „bądź zmianą, jaką chcesz zobaczyć w świecie”. Zmiana może być drobna i stopniowa, na miarę naszych możliwości, ale dobrze by była przemyślana i oparta na szerszym oglądzie sytuacji. Dlatego, zamiast przykręcania kranu, więcej wody oszczędzimy ograniczając spożycie mięsa, np. z 7 do 3 razy w tygodniu. 

*Ślad wodny (ang. water footprint) - lość wody potrzebna do zaspokojenia potrzeb danej osoby. Ślad wodny to bezpośrednie zużycie wody (np. kąpiel, woda, którą wypijamy) oraz pośrednie zużycie wody (woda zużyta do produkcji rzeczy, z których korzystamy, uprawy jedzenia, które spożywamy).

Autor: Piotr Bielski