Z atomem czy bez atomu?

Artykuł w PDF » kliknij, aby pobrać dokument 

 

Obecnie ok. 7% energii zużywanej przez ludzkość w tym 15,7% energii elektrycznej jest produkowanej z energii jąder atomowych. W Stanach Zjednoczonych ok. 20%, a we Francji aż 80% energii elektrycznej pochodzi z elektrowni jądrowych.

Energia atomowa ma być szeroko rozwijana w Polsce według decyzji obecnego rządu. Zaletą podnoszoną przez zwolenników atomu jest niski koszt paliwa, który szacuje się na 56 mln euro rocznie przy mocy tysiąca MW, a w elektrowni węglowej 160 mln euro za węgiel. Dodatkowo, elektrownie atomowe nie emitują CO2, w przypadku wyprodukowania tej samej energii przez elektrownię węglowa Polska dodatkowo musiałaby zapłacić 250 mln euro za emisję CO2 dzięki zobowiązaniom wynikającym z ratyfikowanych porozumień międzynarodowych (Metro 11.11.2009, dane podane przez doc. dr inż. Andrzej Strupczewski, ekspert ds. bezpieczeństwa reaktorów jądrowych Komisji Europejskiej i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej). Choć sami zwolennicy przyznają, że koszt budowy elektrowni jądrowej jest najwyższy i szacują średni koszt budowy elektrowni o mocy tysiąca MW na ok. 3 mld euro, podczas gdy koszt budowy elektrowni węglowej jest o połowę tańszy (tamże) . W artykule tym przyjrzymy się wielu aspektom budowy i funkcjonowania energetyki jądrowej, tak i ekologicznemu, jak i społecznemu w kontekście wprowadzania „atomu” do Polski.

Ile mamy uranu?

Uran stanowi podstawę energii nuklearnej, bo z niego uzyskuje się paliwo i pluton. Złoża uranu stanowią główne źródło energii atomowej, dzięki czemu należy zaliczyć energetyką jądrową do nieodnawialnych źródeł energii. Światowe wydobycie w 2009 roku wyniosło 50,572 tony, z których 27% było wydobyte w Kazachstanie, a następnie w Kanadzie i Australii, łączne wydobycie w tych krajach wyniosło 63% (http://en.wikipedia.org/wiki/Uranium_mining). Znaczącymi złożami uranu dysponują również Namibia, Rosja, Niger, Uzbekistan i USA, wydobycie w każdym z tych krajów przekracza 1000 ton rocznie. W skali świata jedynie 10 krajów posiada 96% złóż uranu i z krajów europejskich jedynie Rosja mieści się w tej dziesiątce, reszta to kraje afrykańskie, azjatyckie, Ameryka Północna i Oceania (http://en.wikipedia.org/wiki/Peak_uranium).

Według różnych szacunków, złoża uranu przy założeniu utrzymania się skali ich dotychczasowej konsumpcji i kosztu, mogą wystarczyć ludzkości jeszcze na około 85-100 lat, najbardziej optymistyczne warianty zwolenników tej formy energetyki mówią o 150 latach (patrz: http://www.iaea.org/NewsCenter/News/2006/uranium_resources.html, http://en.wikipedia.org/wiki/Uranium_mining, http://www.world-nuclear.org/info/inf75.html). Z perspektywy życia jednostki wydaje się to znaczącą ilością, lecz z pewnością nie stanowi to rozwiązania, które zapewni ludzkości stabilne źródło energii na wieki. Oczywiście istnieje szansa znalezienia dodatkowych złóż, których eksploatacja może jednak się wiązać z ogromnymi szkodami dla przyrody. Jednocześnie w związku z kurczeniem się zasobów ropy i węgla, przestawianie się na energię atomową krajów takich jak Chiny czy Indie, które dotąd w niewielkim stopniu uczestniczyły w podziale globalnej puli spowoduje błyskawiczne kurczenie się złóż i wzrost cen, co może sprawić, że paliwo jądrowe przestanie być tanie jak jest dzisiaj. Na dodatek, kilku głównych producentów uranu ma za sobą już szczytowe możliwości wydobycia i zużyło już ponad połowę swych zasobów.

Kopalnie uranu pokrywają w tej chwili jedynie 62% światowego zapotrzebowania na uran (http://en.wikipedia.org/wiki/Peak_uranium). Brakującą resztę zapewnia w tej chwili przetworzone zużyte paliwo z reaktorów, rezerwy amerykańskie i przetworzone materiały z amerykańskich i rosyjskich magazynów z czasów Zimnej Wojny, które mają się wyczerpać w 2013 roku. Do tej pory nie opracowano metody pozyskiwania uranu z odpadów atomowych czy sztucznego wytwarzania uranu.

Ku Polsce atomowej?

Obecny polski rząd postawił sobie za cel, że choć zastał Polskę węglową, zostawi ją atomową. Tworzenie infrastruktury dla energetyki nuklearnej nie stawi tematu sporu pomiędzy partiami politycznymi, sejmowa opozycja zdaje się być w niewielkim stopniu zainteresowana tym tematem. Jedynie wśród społeczeństwa obywatelskiego i organizacji pozarządowych zwłaszcza ekologicznych i mediów pojawiają się głosy krytyczne.

„Koncepcja kampanii informacyjnej dotyczącej energetyki jądrowej. Bezpieczeństwo, które się opłaca” to interesujący dokument przedstawiający strategie prezentacji dobrych stron energii nuklearnej podany przez rząd do informacji publicznej (http://bip.mg.gov.pl/files/Koncepcja%20kampanii%20informacyjnej%20dotycz%C4%85cej%20energii%20j%C4%85drowej%20BDG-II-281-38-10%20%2825.08.2010%29.pdf).

Z przytoczonych w tym dokumencie badań CBOS wynika, iż poparcie dla rozwoju energetyki jądrowej deklaruje z roku na rok większa liczba Polaków (50% w 2009 roku) i odbywa się to przy zmniejszaniu odsetka nie mających zdania, zaś liczba przeciwników od 3 lat w zasadzie nie zmienia się oscylując wokół 40%. Zaletą„atomu” ma być jego efektywność. Polacy za bardziej wydajne od atomu uważają nieodnawialne źródła energii: węgiel kamienny, gaz ziemny i ropę naftową (20% badanych określa efektywność tych źródeł jako bardzo wysoką). Wśród źródeł odnawialnych, najniżej jest postrzegana efektywność biopaliw i energii geotermalnej. Energia jądrowa jest postrzegana jako wysoce efektywna przez 52% badanych przez CBOS (32,9% uważa, że jej efektywność jest bardzo wysoka, a 19,1% wysoka).

Zdaniem ekspertów rządowych, „zapalną kwestią dla Polaków w chwili obecnej nie jest sama lokalizacja elektrowni atomowej, lecz składowiska odpadów promieniotwórczych” (s.10) i na wytworzenie wrażenia bezpieczeństwa składowania i przewozu odpadów będzie skierowany ciężar uderzeniowy kampanii. Przyjętą strategią ma być przedstawianie energetyki jądrowej jako czystego, odnawialnego źródła energii. Cytując raport dowiadujemy się iż, „wśród Polaków istnieje silne (43,6% pytanych) przekonanie, iż w naszym kraju powinna być rozwijana energetyka oparta na surowcach źródłach odnawialnych, a także polityka oszczędzania energii (14%). Na tym tle poparcie dla rozwoju energetyki jądrowej (25,4%) sugeruje podatny grunt i dość silną pozycję argumentów za źródłami odnawialnymi, a przeciw elektrowniom atomowym w przypadku uaktywniania się środowisk przeciwnych ich budowie. Dużą więc role może odegrać komunikacja kierowana do środowisk proekologicznych ale nie nastawionych ortodoksyjnie, akcentująca czystość energetyki jądrowej (s.10)”.

Rząd przyznaje w tym dokumencie, iż zamierza stosować strategie promowania energetyki atomowej jako „ekologicznej” stawiając ją w opozycji do energetyki węglowej związanej z dużymi emisjami CO2 do atmosfery. Rząd jest świadom niechęci mieszkańców terenów objętymi inwestycjami wobec elektrowni jądrowych, wobec czego uznaje, iż „elementem ważnym w kontekście komunikacji wydaje się wyrażana w badaniach jednoznacznie (73,8%), potrzeba rekompensowania mieszkańcom faktu, że w ich okolicy zlokalizowana będzie elektrownia jądrowa”.

Rząd uznaje, iż nie warto przekonywać obywateli będących niechętnych energii atomowej, lecz skupić siłę uderzeniową kampanii na tych niezdecydowanych (s.9). W dokumencie tym jest wprost powiedziane, że głównymi odbiorcami (czy w języku marketingu „targetami” czyli ludźmi na celowniku) kampania mają być kobiety, „ponieważ z badań wynika, iż w wielu aspektach badanych kobiety częściej niż mężczyźni nie mają zdania na temat energetyki, stanowią sektor o wiele bardziej niedoinformowany niż mężczyźni oraz znacznie częściej niż mężczyźni wykazują brak akceptacji dla tematów związanych z energetyką jądrową” (s.11). Oprócz kobiet, rząd zamierza dotrzeć do „mieszkańców wsi i małych miasteczek, którzy przyznają się do niskiej wiedzy na temat energetyki jądrowej” , a także „ludzi młodych (15-17 lat, 18-24 lat)”, gdyż „jest to grupa, której wiedza na temat energetyki jądrowej, a także świadomość na temat źródeł energii jest mniejsza niż przeciętnie, te grupy mają również mylne spojrzenie na problem energetyki jądrowej” (s.11). „Mylne” w języku rządowych ekspertów od marketingu znaczy „przeciwne”.

Wizją rządu jest, że energetyka jądrowa jest w pełni bezpieczna i obawy przeciwników wynikają z braku informacji lub wiedzy. Czy rzeczywiście energetyka atomowa naprawdę jest „czysta” i bezpieczna? Nie chcemy w tym tekście narzucać Państwu określonego stanowiska, lecz przedstawić w największym skrócie najpoważniejsze argumenty zwolenników i przeciwników tego sposobu pozyskiwania energii i pozostawić Państwu decyzję.

Bezpieczeństwo

Bezpieczeństwo wytwarzania energetyki atomowej ma dwa wymiary – techniczny związany z możliwościami technicznymi infrastruktury i wiedzą i umiejętnościami personelu zapewnienia przez ekspertów bezpiecznego wytwarzania energii i społeczny subiektywny związany z poczuciem społeczeństwa, iż faktycznie nic im nie zagraża ze strony inwestycji atomowej. Ludzie zawsze pozostaną istotami zdolnymi do błędów i nigdy nie będzie można osiągnąć 100% gwarancji bezpieczeństwa, lecz co najwyżej bardzo niskie prawdopodobieństwo ryzyka błędu. Błędy i zaniedbania zdarzają się w tej dziedzinie, tak jak w każdej innej dziedzinie o wysoce scentralizowanym systemie, w której sprawne funkcjonowanie systemu wymaga doskonałej koordynacji pracy tysięcy ludzi. Oczywiście najbardziej spektakularna katastrofa miała miejsce w 1986 roku w Czarnobylu, której tragiczne skutki odczuwane były również w Polsce, szczególnie przez noworodków, lecz zwolennicy atomu mają sporo racji w twierdzeniu, że system zarządzania i kontroli w rozwiniętych krajach kapitalistycznych jest znacznie lepszy od systemu radzieckiego. Niemniej, awarie zdarzały się zarówno w USA, Japonii jak i w Europie. W roku w 1979 w amerykańskiej elektrowni Three Mile Island z instalacji chłodzącej wyciekła woda, przez co stopiły się pręty z paliwem jądrowym. W 1999 roku błąd pracowników niewielkiej japońskiej fabryki Tokaimura doprowadził do niekontrolowanej reakcji łańcuchowej, na skutek której zginęło dwóch pracowników, a setki okolicznych mieszkańców uległy napromieniowaniu. Najgroźniejsza katastrofa po Czarnobylu miała miejsce w roku 2003 w węgierskiej elektrowni Paks, gdzie na skutek błędów pracowników pękły pręty z paliwem jądrowym. Jeden pracownik został poparzony i napromieniowany, a uszkodzone pręty do dziś stwarzają zagrożenie.

Społeczne poczucie bezpieczeństwa i zaufania do ekspertów jest niezbędnym warunkiem pomyślnego funkcjonowania energetyki atomowej, gdyż brak poczucia podstawowego bezpieczeństwa związanego z przeżycia może prowadzić do protestów i niepowodzeń inwestycji. Socjolog Adam Ostolski analizując raport z badań Eurobarometru na temat zaufania obywateli różnych krajów UE do energetyki atomowej, zauważył, że „najciekawsza wydaje się właśnie różnica między liczbą tych, którzy uważają, że bezpieczne wytwarzanie energii atomowej jest w ogóle możliwe (w Polsce to 64 proc.), a liczbą tych, którzy wierzą, że polskie instytucje są w stanie zapewnić takie bezpieczeństwo (38 proc). Szwedzi i Czesi wierzą, że energia atomowa może być bezpieczna (odpowiednio 75 i 74 proc.), Francuzi i Niemcy są bardziej sceptyczni (odpowiednio 53 i 51 proc.), ale jedni i drudzy ufają, że ich rządy robią w sprawie bezpieczeństwa wszystko, co jest możliwe. Aż 26 proc. polskich respondentów wierzy, że bezpieczne wytwarzanie energii atomowej jest możliwe, ale nie w Polsce” (cyt. za: Metro 4.5.2010, raport http://ec.europa.eu/public_opinion/archives/ebs/ebs_324_en.pdf).

Badania pokazują ciekawą prawidłowość: 1 społeczeństwa zdaje się wierzyć, że rządy Francji lub Niemiec potrafią zadbać o bezpieczeństwo swych obywateli, ale mają obawy, iż w polskim wykonaniu elektrownie atomowe mogą grozić powtórzeniem scenariuszy z Czarnobylu. Zaufanie obywateli Polski do władz, które pomimo wahań w zależności od dobrych lub gorszych pass poszczególnych rządów w ciągu całych ostatnich 20 lat demokratycznych przemian utrzymuje się na niskim poziomie. Poziom ten jest niski nie tylko na skalę europejską, spośród wybranych 20 państw świata badanych w międzynarodowych badaniach porównawczych jedynie Brazylijczycy mieli mniejsze zaufanie do swego rządu niż Polacy, a Argentyńczycy i Rosjanie do biznesu (CBOS, 2006). Bardziej niż władzom państwowym, Polacy ufają władzom lokalnym, lecz jedynie 21% w dużym stopniu, a 56% w małym, przy czym najbardziej nieufną grupą jest młodzież (CBOS, 2007). Obecny rząd organizując kampanię budowania zaufania do energetyki atomowej próbuje zmierzyć się z tym wyzwaniem i zdobyć społeczne przyzwolenie dla „atomizacji” Polski.

Trudna kwestia utylizacji odpadów atomowych

Ilość niebezpiecznych odpadów radioaktywnych na całym świecie szacowana jest na 250 tys. ton, które będą stanowić zagrożenie dla zdrowia ludzi i ekosystemów przez 100 tys. lat (informacja podana w filmie „Jądro wieczności”). Odpady te składowane są często pod wodą, niekiedy zakopywane w ziemi w betonowych kapsułach, lecz naukowcy nie znają jeszcze sposobu skutecznej neutralizacji ich radioaktywności na setki lat. Temat światowego transportu odpadów atomowych jest chroniony wieloma tajemnicami państwowymi i biznesowymi, lecz do mediów dostały się niepokojące sygnały. W brytyjskim dzienniku „The Independent” z 5 stycznia 2009 ukazał się ciekawy komentarz dziennikarza Johanna Hari który doniósł, iż porwania europejskich statków przez somalijskich piratów może być związane z zatapianiem u wybrzeży tego „upadłego państwa” odpadów nuklearnych. „Jak tylko upadł rząd (Somalii) -pisze Haritajemnicze europejskie statki zaczęły pojawiać się u wybrzeża Somalii, wrzucając beczki do oceanu. Społeczność wybrzeża zaczęła chorować. Na początku doświadczyli dziwnych wysypek, mdłości, rodziły się zdeformowane dzieci. Potem, po tsunami z 2005 roku, setki utopionych przeciekających beczek woda wymyła na brzeg. Ludzie zaczęli chorować na choroby spowodowane promieniowaniem, 300 osób zmarło (http://www.independent.co.uk/opinion/commentators/johann-hari/johann-hari-you-are-being-lied-toabout-pirates-1225817.html )”. Zdaniem komentatora, część piratów to zwyczajni bandyci rabunkowi, ale część to wojownicy mogący kierować się uczuciami zemsty na Europejczykach. Brytyjskie „The Times” już w 2005 donosiło o tym, że dwie korporacje z sektora energetyki jądrowej zawarły porozumienie z człowiekiem uzurpującym sobie prawo bycia prezydentem Somalii Alim Mahdim Mohamedem na prawo do przyjęcia 10 milionów ton toksycznych odpadów w zamian za 80 milionów dolarów. Według informacji tego dziennika, koszt zatopienia w Somalii tony odpadów wynosił tym samym 8 dolarów za tonę, podczas gdy jego utylizacja w Europie kosztowałaby ponad 1000 dolarów. Europejska Partia Zielonych zdobyła wówczas kopię kontraktu i przekazała ją Parlamentowi Europejskiemu i Trybunałowi w Strasburgu (http://www.timesonline.co.uk/tol/news/world/article418665.ece).

Problem kłopotów z utylizacją odpadów jest największa słabością energetyki jądrowej. Obecność odpadów wzbudza coraz więcej kontrowersji. 13 listopada 2010 r. w Gorleben w Niemczech ponad 60 tys. osób próbowało zatrzymać, po raz kolejny, transport z odpadami radioaktywnymi, koszty organizacji i ochrony transportu szacuje się na kilkadziesiąt milionów euro.

Redakcja portalu eko-News wypowiada się przeciwko programowi budowy elektrowni atomowych ze względu na problem odpadów: „w czasach, kiedy walczy się ze śmieciami i próbuje różnych sposobów recyklingu, powstawanie elektrowni jądrowej, która produkuje tak bardzo niebezpieczne odpady, jest czymś niezrozumiałym. Jednocześnie ograniczamy emisje gazów cieplarnianych stawiając na ekorozwiązania i odnawialne źródła energii, a z drugiej strony budujemy elektrownie, która jest zaprzeczeniem działań na rzecz środowiska” (http://www.ekonews.com.pl/pl/204,312,7925,0,1,atomowa_kampania_ruszyla.html).

Na dodatek pojawiają się informacje, że odpady atomowe są już przewożone przez obszar Polski, a odmowa przedstawicieli władz komentowania tych doniesień, przy zasłanianiu się tajemnica państwową nie wpływa na budowę zaufania do władz. Także Polska nie jest wolna od odpadów nuklearnych. Jak informował brytyjski dziennik Daily Telegraph, w tym roku jesienią transport wzbogaconego uranu z ośrodka atomowego w Świerk przejechał przez Warszawę, a po przeładowaniu na wagony kolejowe odjechał do Gdyni. (http://www.ekonews.com.pl/pl/204,312,7925,0,1,atomowa_kampania_ruszyla.html i http://www.ian.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=166%3Atransport-odpadownuklearnych-przejecha-przez-warszaw&catid=14%3Aodpady&Itemid=3).

Skoro powstaną elektrownie atomowe w Polsce, najważniejsze oprócz zapewnienia systemu bezpieczeństwa produkcji, jest zadbanie o bezpieczną, etyczną i poddaną demokratycznej kontroli utylizację odpadów.

Wpływ na turystykę – koszty utraconych możliwości

Na lokalizacje elektrowni atomowych często wybiera się miejsca oddalone od wielkich miast, które mają jednocześnie duży potencjał rozwoju turystycznego. Takim miejscem jest np. położony nad Bałtykiem Żarnowiec, lub mała, spokojna gmina w Puszczy Noteckiej, gdzie o lokalizacje elektrowni atomowej zabiegają obecne władze województwa wielkopolskiego. Dokonując całościowego finansowego bilansu zysków i strat spowodowanych przez inwestycje w elektrownią atomową, należy obliczyć to co w ekonomii nazywa się kosztami utraconych możliwości. Gdyby Państwo mieli do wyboru wypoczynek nad morzem w odległości 20 km od elektrowni atomowej lub za podobną cenę wczasy w odległości 100 km, czy nie wybraliby Państwo wczasów w oddali od elektrowni? Pomimo zapewnień zwolenników atomistyki o bezpieczeństwie tych instalacji, już sama obecność elektrowni wytworzy inną opowieść o miejscu i regionie, który będzie kojarzył się w świadomości społecznej z elektrownią i odpadami atomowymi. Turyści tak jak wszyscy konsumenci nie muszą sprawdzać dokładnie rzeczywistej szkodliwości przebywania w pobliżu elektrowni, plotki i obrazy oddziałujące na emocje, mają dużą siłę wpływania na wybory konsumenckie. Opowieści o miejscowościach i regionach wokół inwestycji atomowych mogą przybierać formy żartobliwych komentarze (np. „będziesz opalała się pod atomem? To się dopiero napromieniujesz!”), które mogą skutecznie zniechęcić całe rzeszy potencjalnych turystów i inwestorów z branży turystycznej. Przedstawiciele Inicjatywy Antynuklearnej podkreślają, że na budowie elektrowni atomowej w Żarnowcu straci całe województwo pomorskie, które latem żyje z turystyki, rocznie przyjeżdża tu nawet 3 mln Polaków i 800 tys. turystów z zagranicy. Ani przeciwnicy atomistyki ani strona rządowa nie przeprowadzili badań rynku turystycznego aby móc w miarę dokładnie oszacować ekonomiczne koszty utraconych możliwości turystycznego rozwoju wybrzeża Bałtyku czy nastawionych na leśną turystykę gmin w Puszczy Noteckiej. Ale nawet jeśli przy bardzo ostrożnych szacunkach 25% dotychczasowych turystów zrezygnowałoby z wypoczynku w gminach, gdzie większość mieszkańców utrzymuje się z usług turystycznych, byłby to duży cios dla lokalnej gospodarki. Z kolei obecność odnawialnych źródeł energii np. wiatraków dobrze kojarzy się ludziom z troską o przyszłość ludzi i planety.

Atom dla pokoju?

Zdaniem krytyków energii atomowej, energia atomowa przyczynia się do rozpowszechniania broni atomowej. W oświadczenie Greenpeace czytamy, iż „wytwarzany w reaktorach pluton może zostać wykorzystany przez przemysł zbrojeniowy. Kraje, które w okresie ostatnich dziesięcioleci zbudowały bombę atomową, prowadziły wcześniej cywilne programy jądrowe, które często były tylko przykrywką dla konkretnych motywów militarnych”. W 1953 roku prezydent USA Eisenhower rozpoczął przyjęty z dużym entuzjazmem na świecie ONZ-owski program „Energia atomowa na rzecz pokoju” („Atoms for Peace”), pokojowe wykorzystanie atomu stało się również podstawą organizacji Euroatom, która odegrała ważną rolę w integracji gospodarczej zachodniej Europy. Niemniej, wydaje się racjonalnym przypuszczenie, iż ryzyko militarnego wykorzystania energii jądrowej będzie wzrastać wraz z opanowaniem tej formy wytwarzania energii przez kolejne kraje.

Atom a demokracja?

Zwolennicy odnawialnych źródeł energii wskazują, iż panele solarne, nieduże farmy wiatrowe, przydomowe oczyszczalnie ścieków, służą demokratyzacji i decentralizacji społeczeństwa. Awaria tych systemów grozi co najwyżej pożarem, a nie zagładą nuklearną i nadzór nad ich sprawnym funkcjonowaniem nie musi mieć charakteru scentralizowanego, można przekazać go władzom lokalnym realizując zasadę pomocniczości – wzmacniania władz samorządowych najbliższych obywatelom, obarczając jedynie władze państwa sprawami, które nie da się rozwiązać na szczeblu lokalnym. Poza tym kontrolowanie wytwarzania energii przez obywateli i wiele małych firm służy większej demokracji i pomaga w utrzymaniu kontroli nad cenami przez prawidłowo działający mechanizm rynkowy.

Instalacje jądrowe są niezwykle drogie i tylko wielkie korporacje dotowane przez państwa są w stanie je zbudować. W Niemczech cztery ogromne korporacje opanowały 85 proc. rynku energetycznego, decydując o cenach energii (za Metro 29.11.2009).

Podsumowanie – przyszłość atomowa czy zielona?

W Unii Europejskiej mamy do czynienia z najróżniejszymi modelami energetyki. Francja pozyskuje 80% energii dzięki elektrowniom atomowym, podczas gdy Szwecja w trosce o bezpieczeństwo obywateli i środowisko naturalne zamknęła elektrownie jądrowe i wycofała się z tej formy energetyki. Elektrownie atomowe, które mają w tej chwili dostęp do taniego paliwa mogą mieć zaletę, że są dosyć tanie i nie emitują CO2, dzięki czemu sprzyjają ograniczeniu emisji CO2 do atmosfery, do czego Polska się zobowiązała w ramach międzynarodowych porozumień dotyczących przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym. Ceną jąka płaci się przy rozwoju tej formy energetyki jest powstanie problemu utylizacji odpadów i zwiększenie ryzyka katastrofalnych awarii.

Nie jest jednak tak, że nie mamy innej alternatywy, bo odnawialne źródła energii są w stanie tylko zapewnić nieznaczące ilości energii. Przykładowa, łączna wielkość tzw. mocy tworzonej w Szwecji farmy wyniesie od 2500 do 4000 MW, w zależności od rodzaju zamontowanych turbin. Dla porównania - moc Bełchatowa, największej w Europie elektrowni opalanej węglem brunatnym to 4400 MW.

Były mister środowiska w obecnym rządzie prof. Maciej Nowicki jeszcze piastując to stanowisko wyraził krytyczne stanowisko wobec planów „atomizacji” Polski: „wolałbym przeznaczyć te pieniądze na lepsze wykorzystanie energii, którą już produkujemy, choćby na modernizację sieci przesyłowych. Dzięki temu zaoszczędzilibyśmy kilka tysięcy megawatów, czyli akurat tyle, ile wyprodukują jedna, góra dwie elektrownie jądrowe. Postawiłbym też na odnawialne, znacznie tańsze źródła energii jak elektrownie na biomasę czy farmy wiatrowe (za Metro 1.12.2010)”. Jednocześnie wielu przedstawicieli nauki opowiada się za budową elektrowni jądrowych w Polsce, twierdząc, iż jest czysta, bezpieczna i tania.

W krajach zachodniej Europy, które niegdyś przodowały w rozwoju energetyki atomowej obserwujemy trend stopniowego odwrotu od atomu. W Niemczech, gdzie ciągle działa 17 elektrowni atomowych liczba zatrudnionych w sektorze energetyki jądrowej spadła w ostatnich latach z 36 do 30 tys. Za w sektorze odnawialnych źródeł energii pracuje 285 tys. osób, choć jeszcze 10 lat temu było ich tylko 65 tys. (za Metro 29.11.2009). Liczby te dobrze obrazują kierunek, w jakim podążać chce Europa.

 
Autor: Piotr Bielski